czwartek, 27 kwietnia 2006

Dzień Dobroci dla Pasażerów Piętnastek

No więc na wstępe chciałam powiedzieć, że udało mi się dojechać dzsiaj do szkoły, żeby wygłosić referat z prawa. Choć wiele osób martwiło się, że Piętnastka mnie zawiedzie. No, ale udało się i bardzo dobrze:)
Żeby nie było za fajnie, to w powrotnej drodze nie do końca się udało, ale wydaje mi się, że to tylko dlatego, że Piętnastka dba o moje zdrowie i uważa, że spacer to bardzo dobra rzecz. Tym mniemniej trochę smutek, bo zdaje się gdzieś był jakis wypadek... Nie udało mi się do końca tego wyłowić z brzęczenia Dyspozytorni.
Ale zacznijmy od poczatku. Czyli od tego, że uciekła mi piękna niebieska, przestronna, prawie pusta Piętnastka, z numerem wypisanym markerem na plecach. Tuż sprzed nosa. W nagrodę (po 14 minutach, co w sumie było miłe) przyjechała duszna pojedyncza, ale za to z nowymi siedzeniami. Takimi szarymi, wiecie. No i nawet mi się udało usiąść w okolicach Burowca. A jakiś przystojny młody człowiek otworzył mi okno, z którym nie mogłam sobie poradzić. Sama radość :)
Jednakowoż w okolicach Menelków zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie Dyspozytrni z różnymi tramwajami i zaniepokoiło mnie to co usłyszałam. Mianowicie, że pilne, pilne, dwadzieścia sześć vis a vis czegoś. Pomyślałam jednak, że niewieki może mieć to na mnie wpływ, bo to jakby inna trasa. Potem jednak usłyszałam, jak dyspozytor zmienia kolejno trasy tramwajów.
Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego 14 ma jechać na Plac Wolności w Katowicach, skoro to 26 się rozpieprzyło i to w Sosnowcu? Choć być może ja się znowu na czymś nie znam i dla w tajemniczonych ma to jakiś sens, muszę o to zapytać Męża. (Mężu! Pytam Cię niniejszym :)
W każdym razie na Piętnastce też się odbiło, bo zamiast pojechać na Zagórze, pojechała do Będzina. Śmieszne. W sumie raczej nie przeszkadza mi to za bardzo, bo pogoda jest boska, a przez park wcale nie jest tak daleko do mnie jak z Menelków na przykład. Bardzo fajny spacerek :)
A na dodatek Pan Motorniczy był miły i na każdym przystanku od Dworca wychodził i mówił, że on to nie jedzie na Zagórze i nawet był młody i miał ładne okulary słoneczne.(Przystanków tych od Dworca do zjazdu na Będzin jest trzy, więc się nie przemęczył, ale liczy się chęć, prawda?)
Z resztą chyba dzisiaj jest Dzień Dobroci dla Pasażerów Piętnastki, bo rano jak wsiadałam do tramwaju, to inny Pan Motorniczy poczekał, aż usiądę, zanim ruszył, żebym się nie przewróciła.(A może po porostu czekał, bo był dwie minuty przed rozkładem? Na pewno nie;) A tym bardziej był miły dla Marysi, bo poczekał, aż ona wybiegnie na górę po schodach i nie zamknął jej drzwi przed nosem, tylko pozwolił jej wsiąść i bezpiecznie dojechać ze mną na uczelnię. BTW pierwszy raz faktycznie widziałam, jak Marysia biegnie po schodach na Piętnastkę. Mistrzostwo Świata w sprincie po schodach. Uważam, że ta strona Marysi jest niedoceniana. Niniejszym doceniam :)
Także ogólnie Piętnastka rządzi i super super, a ja mam dobry humor.

Pozdro dla wszystkich i komentujcie, komentujcie. Miejcie taki gest. Bo ładna jest pogoda i w ogóle :) A jak przyjdzie Marysia, to napisze swoją notkę i nikt mnie nie skomentuje znowu :( Bo nie wierzę, że ona dojedzie dzisiaj do domu bez przygód:D Hehe...

Mówiła Magda

piątek, 21 kwietnia 2006

Z jak Zalesienie Piętnastki (i okolic)

Skoro Magda jest taka Z jak zdradliwa i piętnastkę dziś zdradziła, to może ja opowiem, co tam u niej słychu;)

Zacznijmy od tego, że jak szłam na przystanek po zajęciach (około kwadrans po pierwszej) przyjechały sobie 3 tramwaje prawie jednocześnie. Jeden stary, drugi podwójny, a trzeci był czternastką, co w dalszej części opowiadania okaże się dość znaczące.
W każdym razie śmiesznie to wyglądało – taki mały koreczek. No ale przystanek pod uczelnia mamy długi, zatem wszystkie się tam zmieściły i wszystko zakończyło się szczęśliwie:)

Piętnastka przybyła o czasie, czyli 13.18… z przepięknym Z jak zjebana (tudzież zajezdnia – nie wiadomo) na czole.
Z powodu tejże Z jak zaczarowanej literki nie wsiedliśmy do wspomnianego tramwaju.
Czekając na następny, wymyślaliśmy znaczenia tegoż magicznego „Z” , przekonani, iż to na pewno jakiś nowy piętnastkowy znak firmowy. „Z” niewątpliwie oznacza, że piętnastka jest zarąbista, zniewalająca, zawalona, zmysłowa, zadziwiająca etc. Epitetów było mnóstwo, gdyż nasza kochana piętnastka dała nam nie tylko natchnienie, ale i około 20 minut czasu.

W tak zwanym międzyczasie, przyjechała podwójna czternastka. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby kilka minut później oczom naszym nie ukazała się kolejna… Zastanawialiśmy się właśnie nad niezwykła częstotliwością kursowania czternastki, kiedy to okazało się, że tramwaj się nie zatrzymał. Taki dżołk. (Pozdrowienia dla dziewczynki, która chciała do niego wsiąść. Hehe) Żeby było śmieszniej, wcale nie jestem pewna, czy tramwaj był w środku pusty…
A może był kręcony kolejny film z Sandrą Bullock pt. „Speed 3 – neverstanding tram” o tym jak Z jak zmyślny Z jak złoczyńca Z jak zainstalował urządzenie niepozwalające tramwajowi się Z jak zatrzymać, inaczej stara babcia – pasażerka wyleci w powietrze?

No ale wróćmy do naszej piętnastki.
Jak już mówiłam, rozwinięć skrótu „Z” było wiele, więc wszystkich tu nie sposób przytoczyć. Jednakże jedno z określeń okazało się być proroczym. A mianowicie „złocista”…
Kolejna (oczywiście spóźniona) piętnastka było żółta… Złocista niczym piwo jasne pełne. Jak bardzo pełne okazało się w mgnieniu oka, jak tylko podjechała na przystanek;) W dodatku w środku unosił się zapach nasuwający na myśl bar piwny. Ful wypas. I jak tu nie ubóstwiać piętnastki za jej upodobnianie się do ukochanego napoju?
Ale to nie wszystko!
Jako że idzie wiosna, piętnastka postanowiła być bliżej natury. Polegało to na tym, że jakiś pan przewoził tymże tramwajem drzewko:) Ale czy powinniśmy się dziwić? Wszak Katowice to najbardziej zalesione miasto w Polsce.

Dzień dzisiejszy pełny był piętnastkowych wrażeń i nie jestem pewna czy wszystkie zdołałam tu zamieścić, ale jak tylko sobie coś jeszcze przypomnę, nie omieszkam dopisać.

Z jak zapisała Z jak Marysia

Tajemnicza tajemniczość...

Tak naprawdę to nie za wiele mam do napisania dzisiaj, bo jakoś rzadko ostatnio mi się zdarza jeździć piętnastką, czego szczerze żałuję. Ale cóż zrobić, skoro nie ma potrzeby?
Ogólnie zdziwiłam się wczoraj bardzo, ale było to miłe zdziwienie. Wracałam sobie z Gliwic wieczorem i nie chciało mi się iść na piechotę z dworca do domu, więc poszłam popatrzyć na rozkład jazdy w nadzieji, że może na horyzoncie pojawi się jakiś późny przedstawiciel KZK GOP. Z przyzwyczajenia spojrzałam też na rozkład piętnastki, choć nie spodziewałam się, że akurat będzie jechała. No i faktycznie. Planowo miała przyjechać za niecałe dziesięć minut. Jednak nie zdążyłam się nawet odwrócić gdy usłyszałam znajomy stukot i na przystanek wtoczyła się piękna, czerwona, hałaśliwa, obskurna, stara torpeda z napisem 15 na twarzy.
Śmieszne - pomyślałam i rzuciłam się przez ulicę w stronę torów, żeby przypadkiem nie odjechała beze mnie. A w środku jak zwykle, chociaż chyba nigdy jeszcze nie jechałam tak głośną piętnastką, ale może tylko mi się wydawało, bo noc już była i cicho na ulicach. Tym niemniej miło, że się pojawiła akutar wtedy. Współczuję ludziom, którzy na nią czekali później...

A dzisiaj zdradziłam piętnastkę, ale tylko w połowie, bo wracałam do domu 815. Było to błędem, bo w autobusie było tak strasznie duszno, że aż się nie dobrze robiło. I nie dało się otworzyć okna. To pewnie kara za zdradę... Chociaż z drugiej strony nie wiadomo, co się działo dzisiaj w piętnastkach, hehe.

Na koniec chciałam dodać, że jestem niewyspana, bo drastycznie skróciłam czas snu z 12 do 5 godzin i jest to straszne, ale za to byłam wczoraj na szantach i było fajnie.
Pozdrawiam moją grupę językową, która pierwszy raz w całości nie poszła na języki!! Musimy częśćiej chodzić na piwo. Może jak otworzą ogródek w P3 :D
Koniec weny.

Created by Magda

środa, 12 kwietnia 2006

Opowieść Wielkanocna

Pan mgr B. powiedział ostatnio na kółku z nieruchomości, że mu serce zawsze mocniej bije, jak wsiada do piętnastki.
No cóż, mnie również:)
Miłość, wiosna, sadzawki pod wiaduktem, tramwaje przyjeżdżające na czas… Chyba się zagalopowałam… Przepraszam.

Rozdział Pierwszy
Duma

W zeszłym tygodniu nagminnie miałam okazje podziwiać tył odjeżdżającej piętnastki.
Niezależnie, czy przybywałam na przystanek „na styk”, czy też minutkę przed czasem. Nie ważne, czy biegłam pół drogi, czy tylko po schodach. Zawsze to samo!
Wierzcie mi – spóźnienie się na tramwaj 5 sekund jest o wiele bardziej irytujące niż spóźnienie się kilka minut.
Kulminacja (nie mylić w kumulacją w totolotku, choć taka pewnie też była) nastąpiła w środę, kiedy to, nauczona doświadczeniem, przybyłam na przystanek z 3 minutowym wyprzedzeniem i to również nie pomogło. Wrrr!!!
Dodam, iż tegoż dnia była śnieżyca i ogólnie niesprzyjające warunki, ja - niespodziewająca się takiej pogody, ubrana byłam po wiosennemu i na dodatek spieszyłam na uczelnie, aby dowiedzieć się czy zakończyłam w końcu sesje czy też wiosny w tym roku nie będzie…
Jak się później okazało, śpieszyłam się zupełnie niepotrzebnie, bo pani doktor i tak spóźniła się 20 minut, po czym okazało się, że zapomniała sprawdzić nasze prace... (Pozdrowienia dla Kasi, która wtedy dwa razy dowiedziała się, że nie zdała, zanim okazało się, że ma 3,5).
No ale wracając do tematu.
Stałam sobie na przystanku i marzłam ponad kwadrans, bo kolejna piętnastka już nie raczyła przyjechać zbyt wcześnie…
Jednak dzień nie był stracony. Okazało się, iż tak właśnie zaczyna się moja wiosna i ze już oficjalnie jestem studentka szóstego semestru. Byłam z siebie niezmiernie dumna.
Duma ma przybrała jeszcze na sile w piątek, albowiem udało mi się zdążyć na tramwaj. A to dzięki mojemu szatańskiemu planowi (nie mylić z szatańskim lanosem, którego też pozdrawiamy). Mianowicie: przyszłam na przystanek 5 minut przed planowym przybyciem piętnastki!
dumna dumna dumna:)

Rozdział Drugi
Niedziela

Myślał kogut o niedzieli… a piętnastki i tak jeżdżą jak chcą.
Niedziela wieczór. Tramwaj relacji Magda – Marysia o 22.15… przyjechał… przyjechał jak już wybierałam się na autobus, czyli z jakimś dziesięciominutowym opóźnieniem.
Ale nic to. Grunt, że przyjechał.
Wsiadam, patrzę – bomba:) Tzn. jakiś bliżej niezidentyfikowany pakunek, wciśnięty pod ostatnie siedzenie. Nie zdążyłam się dokładniej przyjrzeć, gdyż „zapach” (wywołany prawdopodobnie obecnością śpiącego sobie smacznie osobnika płci nieokreślonej) wygnał mnie na przód pojazdu, gdzie odczuwało się go troszkę mniej intensywnie.
Szybkie spojrzenie na pasażerów. Połowa śpi. Dziwne – wszak nie było jeszcze bardzo późno.
Na następnym przystanku mocno chwiejnym krokiem weszła ekipa rozbudzająco-rozweselająca. Dużo krzyczeli, chcieli się nawet zabawić w kanarów, a na pożegnanie zaśpiewali nam „do widzenia, do widzenia… do widzenia” czy jakoś tak.
A potem to już nic się nie działo, bo to krótka trasa jest i musiałam wysiadać:(

Ciekawe czy ta „bomba” później wybuchła.

Rozdział Trzeci
Uprzedzenie

Mimo wszystko nie należy się do piętnastki uprzedzać.
Dziś na przykład widziałyśmy z Magda rozwalonego na środku skrzyżowania koło naszej uczelni Jordana, a za nim powoli tworzący się sznureczek innych tramwajów.
No pięknie – pomyślałyśmy – Znów nie dostaniemy się do domu bez przeszkód.
Co prawda był to tramwaj w stronę rynku, ale przyzwyczaiłam się już, że wypadki paraliżują zazwyczaj ruch w obu kierunkach.
A tu taka niespodzianka. Nie dość, że w stronę Sosnowca tramwaje normalnie kursowały, to jeszcze piętnastka przyjechała zaledwie chwilkę po naszym przybyciu na przystanek. Była co prawda pojedyncza i dość zapchana, no ale czego się spodziewać o 15.30?

Rozdział Ostatni
Święta, święta

Wielkanoc zbliża się. Jest to okres przerwy w podróżowaniu piętnastką (chociaż nigdy nic nie wiadomo) zatem już teraz chciałabym złożyć życzenia wszystkim czytelniakom.
Wesołych świąt, smacznego kurczaczka (a wegetarianom jajka), przyjemnej świątecznej atmosfery, dużo słonka, mokrego dyngusa, a przede wszystkim wspaniałych piętnastkowych (i nie tylko) wojaży.
I komentujcie komentujcie! Będzię nam niezmiernie miło w ten świąteczny czas;)

Written by Marysia (prawie jak Dickens i Austen w jednym)

wtorek, 4 kwietnia 2006

Z pozdrowieniami dla Ewy Te ;]

No więc chciałam powiedzieć, że w związku z wielką niemocą, jaka ostatnimi czasy mnie opanowała, zaprzestałam ostatnio jazdy do szkoły (na uczelnie), a co za tym idzie, jazdy Piętnastką. Wniosek: brak nowych wiadomości na temat sprawowania się ukochanego tramwaju.
Ale na szczęście od czego się ma przyjaciół (na przykład ot tego, żeby Cię wpisali na listę, hehe... Dziękuję po stokroć, Eve!!). Toteż dzisiaj fragment rozmowy. O piętnastce, żeby nie było:D

Ewa:
byłam na zagłębiu
Ja:
obiecuję, że jutro się pojawię w szkole :D
Ewa:
2 piętnastki =>punktualnie!!! w tym jedna podwójna
Ja:
ło! fajnie! beginner's luck :P
Ewa:
dodam jeszcze że za każdym razem miejscówka siedząca
Ja:
i pewnie nie smierdziało :D
Ewa:
nic a nic :) ale żeby mi nie było za dobrze, moje 14 nie jechały bo był wypadek nad rondem :/
Ja:
hehe, spoko
(...)
Ja:
zdajesz sobie sprawę, że ta rozmowa ląduje na blogu?
Ewa:
a będę sławna?
Ja:
będziesz
Ewa:
iha!

Hehe. Pozdrawiam Ewę!! Teraz już jesteś sławna:) Właściwie nie mam nic więcej do dodania, może tylko to, że jak nie urok, to sraczka i jak nie piętnastka, to czternastka nawala i to się jakoś uzupełnia. Równowaga w przyrodzie musi być. A właściwie w Tramwajach Śląskich SA :]

A ja jeszcz raz obiecuję, że pojawię się w szkole jutro, bo już na mnie krzyczą nieco w domu, że tam nie jeżdżę. Więc prawdopodobnie będę niedługo miała więcej do opowidadania, jak znowu będę podróżować piętnastką:)

Kiss Kiss Bang Bang Dla Wszystkich:)

Copied and pasted by Magda
PS: Jutro mam urodziny:] Może się ktoś wpisze z tej okaji? :P

czwartek, 30 marca 2006

Rekord

Chciałam dodać kilka słow od siebie. Taki aneks do notki Magdy.
Jednak z kilku słów zrobiło się kilkaset, więc postanowiłam stworzyć nową notkę - zamiast editu poprzedniej czy do niej komentarza. A zatem... yhm yhm...

Jako że piętnastka, na którą się, jak Magda już wspominała, spóźniłam(chociaż biegłam) przyjechała za wcześnie, to następna się spóźniła – tak żeby się uzupełniło:) Dzięki temu mogłam postać sobie na przystanku trochę dłużej. No ale mówi się trudno… albo inwektywa.
W sumie myślałam, że nawet nie spóźnię się bardzo na zajęcia, kiedy to okazało się, że pietnastka, którą mam zaszczyt podróżować kończy swój bieg na Zawodziu Zajezdni…
Ale nic to.
Po chwili podjechała 14 – pojedyncza i zapchana… Jednak to nie przeszkodziło dość sporej grupce ludzi wygnanych z dwuwagonowej piętnastki wepchania się to tegoż tramwaju. Stanie i udawanie, że wcale żadne kończyny poza tramwaj nie wystają nam, nie zdało się jednak na nic – 14 nie ruszyła dopóki część osób pojazdu nie opuściła. Zrobiliśmy to jednak bez abominacji, gdyż oczom naszym ukazała się przepiękna, dopiero co podstawiona, podwójna piętnastka. Wystarczyło poczekać kilka minut aż dowlecze się do nas Pan Motorniczy i już byliśmy prawie w domu… znaczy na uczelni.

W tak zwanym międzyczasie odbyłam rozmowę telefoniczną z Magdą (Magda: Skoro i tak się spóźnisz na zajęcia to może przyjdź do arkad, bo my właśnie nie poszliśmy na prawo lecz na piwo. Ja: Ty to umiesz namawiać) i tym sposobem zaczęłam ten jakże piękny dzień.

Około 15 chciałam wracać do domu… jednak 15 nie chciała przyjechać…
Zirytowałam się zatem i wsiadłam w Jordana (23). Było to posunięcie niezwykle słuszne, gdyż chwile przed nim jechała wypchana po brzegi 14 i trochę mniej zapełniona 37 – także w 23 było właściwie luźno. (Jak ktoś nie widzi związku, to śpieszę z wyjaśnieniem. Po prostu te 3 tramwaje mają taką samą trasę, która rozbiega się dopiero za mostem. Także jak jadą takie 3 jeden po drugim, to logicznym jest, że ostatni najmniej zapchanym będzie, bo wszyscy wsiedli do poprzednich).
Oczywiście jak tylko wsiadłam do 23, zauważyłam wyłaniającą się zza zakrętu 15… Udałam jednak obrażoną i pojechałam Jordanem aż do Dworu. Dobrze zrobiłam, bo 15 okazała się znowu tramwajem z nieograniczoną liczbą miejsc (jeden wagon i godziny szczytu robią swoje). Wepchnęłam się na chama i jakoś dotarłam do domku, no bo co miałam zrobić?

Jakiś czas później postanowiłam się udać jeszcze raz do Katowic. Tym razem w celach kulturalno-rozrywkowych.
Piętnastka o 17.13 przyjechała chwilkę później i w zasadzie, nie licząc tego drobnego spóźnienia, bez zarzutu dowiozła mnie do naszego miasta wojewódzkiego.
Powrót za to był już ciekawszy.
Piętnastka przyjechała zgodnie z tylko sobie znanym rozkładem. Ale nie narzekam, bo dzięki temu nie musiałam na nią długo czekać:) Jednak na Pętli tramwaj oznajmił (lubimy mówiące tramwaje), że zjazd do zajezdni. No cóż… Mówi się trudno i wsiada w czternastkę.
Tym sposobem znalazłam się na Dworze znów, gdzie (nieoczekiwanie krótko) poczekałam na kolejną piętnastkę (ogór; grzanie na maksa; jeden bezdomny, ale daleko).

Podsumowując, „zaliczyłam” dziś 9 tramwajów – to chyba mój rekord. Trza to oblać:)

Na koniec... Wiem, że takie rzeczy się robi raczej na początku, a nie na końcu, ale to połowicznie mój blog i będę robić jak mi się podoba... whatever...
Tą notkę chciałabym zadedykować Ewie Te, która to dopytywała się dziś o piętnastkowe wieści.
I jeszcze pozdrowienia i podziękowania dla Żaby za zdradzenie nam tajników "maszynki"

recorded by Marysia ;)

Ten tramwaj nie ruszy...!

Hahahaha!! Jest pięknie, jest wiosna i mam dobry humor, więc nawet Piętnastka nie jest w stanie wyprowadzić mnie dzisiaj z równowagi:)
Tym bardziej, że nawet przyjechała dzisiaj punktualnie:) W miarę punktualnie, bo w sumie Marysia na nią nie zdążyła. Dosłownie piętnaście sekund...

No, ale żeby było śmieszniej, w Katowicach przed moją piętnastką nie jechał przez pół godziny żaden tramwaj. Żaden, to się zdarza wcale często. A przypominam, że przez centrum naszego miasta wojewódzkiego nie jeżdżą obecnie autobusy, bo jest totalny remont i całe Katowice są rozkopane w kosmos. W każdym razie wszyscy wysiadają z autobusów na przystanku zawodzie-zadupie-pętla i czekają na tramwaj. Można sobie wyobrazić ile tam stało osób o godzinie 9:30 jeśli przez pół godziny nic nie jechało.
Na widok nadjeżdżającej (pojedynczej dla odmiany, bo o tej porze z reguły jeżdżą podwójne, być może to była poprzednia jeszcze:) piętnastki wszyscy zapewne się strasznie ucieszyli i postanowili do niej wsiąść. Powtórka z tramwaju o nieograniczonej liczbie miejsc. Na szczęście ja miałam miejsce siedzące, przywilej osoby wsiadającej prawie na początku trasy:) Oczywiście na następnym przystanku, który jest mniej więcej 500 metrów dalej wsiadło drugie tyle osób. Naprawdę. W efekcie ostatnie drzwi nie chciały się zamknąć.
Urocza pani motornicza, typowa Ślązaczka, przez chwilę czekała, że może się jednak zamkną, dzwoniąc dzwonkiem raz po raz i raz po trzy, ale nic z tego. Toteż podjęła bardziej radykalne kroki. Mianowicie wydarła się na cały głos: "Ten tramwaj nie ruszy, dopóki te drzwi się nie zamkną!!!". Oczywiście bez efektu:P Zawołała więc jeszcze raz. I jeszcze. A tu nic, hehe. W sumie polałam się nieco. Tramwaj wypchany do granic możliwości, ludzie wiszą nad schodami, ogólna masakra. Jakiś pan stojący nade mną mruczał pod nosem, ze w końcu przez pół godziny nic nie jechało, to co ta motornicza ma pratensje, inwektywa. Ktoś inny z głębi zawołał do pani motorniczej, że może trzeba się podnieść i samemu zamknąć te drzwi. A pani motornicza, że jak drzwi się nie zamkną to sie maszynka spali i tramwaj w ogóle nie pojedzie. To by dopiero było, hihi. W końcu jednak pani wstała ze swego tronu i łaskawie poszła zamknąć owe drzwi, po czym okazało się, że "maszynka" (cokolwiek to jest, bo nie mam pojęcia, to chyba jakaś tajemnicza fachowa nomenklatura tramwajowa) się spaliła. I pani motornicza musiała dostać się do bezpieczników. To trundne, zwłaszcza w tramwaju o nieograniczonej liczbie miejsc. Przypominam, że drzwi od kabiny sterowania otwierają się wgłąb wagonu. Należy je otworzyć, żeby wyjść, a potem przecisnąć się do tablicy z bezpiecznikami i otworzyć ją. Zarówno jedne jak i drugie drzwi zajmują miejsce jednego pasażera:) A pani motornicza nawet dwóch. Razem cztery.
Ale udało się na szczęście i dojechałam do szkoły na czas, żeby wyciągnąć moją grupę na piwo zamiast na prawo, z czego jestem niesłychanie dumna:D
Rozbawiła mnie natomiast pani, która w trakcie tego całego zajścia próbowała ambitnie dostać się do tramwaju, bo przecież skoro stoi na przystanku, to można do niego wsiąść. Hehe.

A poza tym jest wiosna i cieszmy się, cieszmy, że jest ciepło i słoneczko świeci i jest pięknie i nawet trawka wychodzi i ptaszki śpiewają, a na jeziorach lód jest gąbczasty i niedługo całkiem zejdzie:) U, u, brawo, brawo, dzisiaj jest dobry tydzień i ogólnie HURRA!!
Czy mówiłam już, że mam dobry humor??

Pozdrawiam Was Wiosnennie Bardzo

Magda

PS
Wpiszcie się jak już tu jesteście:) Chociaż do księgi.
Zachęcam do tego zwłaszcza tych którzy szli na piechote dzisiaj z Zawodzia, bo tramwaje nie jeździły:)