wtorek, 30 maja 2006

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny

Ponieważ zaczyna się sesja, ropoczyna się również okres wzmożonego ruchu piętnastką na trasie dom-uczelnia. Jak również okres wzmożonej aktywności tego bloga, spowodowany podejściem "nie chce mi się uczyc... to może napiszę notkę".
Głównie dlatego ta notka się tu dziś pojawia:) No więc do rzeczy.

Piętnastki są śmieszne. Wczoraj na przykład jechałam do szkoły na zaliczenie z Rynku do doktora G. Oczywiście nie udało mi się wstać na odpowiednią godzinę, ale doktor G. jest fajny i zrobił kolokwium w dwóch turach, w związku z czym mogłam pojechać na przykład trzy tramwaje później niż zwykle. Co prawda chyba się nie udało... To znaczy chyba jechałam dwa tramwaje później, bo jakoś w sumie za wcześnie przyjechała ta piętnastka, z czego wnioskuję, że to była wcześniejsza, tylko mocno spóźniona. Dodatkowo za moją teorią przemawia to, że był to tramwaj z ograniczoną liczbą przystanków. Mianowicie zatrzymał się w Centrum Sosnowca, a potem jakoś dopiero na Dworze (Menelki). Czyli miał trasę sktórconą o 4 postoje. Chyba chciał nadrobic. Pierwszy raz udało mi sie jechać piętnastką widmo, która się nie zatrzymuje:) W sumie lepiej jechać w niej, niż pomachać jej, jak mija przystanek, na którym się właśnie stoi.

A dzisiaj udało mi się wstać i zdążyć na normalną piętnastkę, choć musiałam biec na nią, bo bezczelna przyjechała za wcześnie. Ale nic się nie stało, bo Marysia nie zdążyła, więc musiałam wysiąść:) Nawiasem mówiąc Marysia była 2 minuty przed czasem... podobnie jak piętnastka i to się jakoś nie uzupełniło. W każdym razie miałam niewątpliwą przyjemność zaobserwować, co się dzieje w Centrum na przystanku tramwajowym:) Takie zjawiska jak na przykład trzy 26 pod rząd, z czego środkowy był widmem, 27 stojący na przystanku około 5 minut, podobnie jak 24 i 21. Oprócz tego widziałam też jak 26 skręcił w lewo, czego zwykle nie robi, a także 24 przyjeżdżający od strony Milowic, czego zwykle nie robi, jak i korek pod mostem, który zwykle tam jest :) No i przyjechała piętnastka, co robi rzadko:P I w sumie zamienił stryjek siekierkę na kijek, bo z prawie pustej podwójnej musiałam się przesiąść w nie do końca pełną pojedynczą, ale za to z Marysią. Oraz także z panem, który zamiast powiedzieć, że chce usiąść, to się pchał i sugerował to bardzo mało subtelnie... A przecież wiadomo, że mówi się wprost, bo jak się powie "zimno mi" to się dostaje kurtkę... Trzeba powiedzieć "PRZYTUL MNIE" :)

Wiadomość dnia: montują nam sygnalizację świetlną na "rondzie" koło Sobieskiego. Bo ja nie jestem kierowcą, to nie wiem, czy to skrzyżowanie jest rondem, ale skoro montują światła, to chyba nie jest? Nie wiem...

Pozdrawiam wszystkich studentów w tych ciężkich dla nich chiwlach. Życzę Wam wszystkim, żeby Wasze środki komunikacji miejskiej zawsze dowoziły na czas na egzaminy i zaliczenia, chyba że nie chcecie się tam dostać:)

Razgawarywała Magda

wtorek, 23 maja 2006

Czy dzisiaj jest dobry tydzień?

Piętnastka… Piętnastka przyjechała dzisiaj spóźniona. Pewnie to dlatemu że ja przyszłam (nie przybiegłam! PRZYSZŁAM!!) na przystanek jakieś 3 minuty przed czasem.

Deszcz… Deszcz zaczął padać jak Magda wyszła z domu. Gdy ja wsiadłam do tramwaju – przestał. Kiedy wysiadłyśmy pod uczelnią zaczął znowu, i to ze zdwojoną siłą.
Kiedyś ukradłam byłam Magdzie parasol i dziś biedna Magda stać musiała pod mostem, bo jej przystanek jest przestrzenią wszechstronnie otwartą. Chociaż… wydaje mi się, że kiedyś znak przystanku był skrzywiony i tworzył taki mini daszek. Jak jest teraz - nie wiem. Magda musiałaby to zweryfikować.

Tramwaj dnia… 26
Przybywam na przystanek koło godziny 15. W tym samym mniej więcej czasie podjeżdża tramwaj numer (jak sprytnie zauważyłam na jego przedniej tabliczce) 26. Stał tam on dłuższą chwilę i zaczęłam się zastanawiać czy aby mi się nie przysnęło chwilkę i nie jest to na przykład moja Piętnastka. Niestety nie wiadomo. Z boku ani z tyłu nie miał on tabliczek.
Kilka minut później zobaczyłam pędzącą w zawrotnym tempie kolejną dwudziestkęszóstkę. Prawie zmiotła z powierzchni ziemi chłopaka, który troszkę przybliżył się do torów. Tramwaj się oczywiście nie zatrzymał, bo po co?
Nie od dziś wiadomo, że zepsute tramwaje jeżdżą najszybciej.
Zaraz za nim przybyło kolejne 26. Już normalne. Przynajmniej tak wyglądało... Co się z nim działo później nie wiadomo.

Entertainment… Baterie mi się w discmanie rozładowały pod Bankiem Śląskim. Ciężko mi było nie zasnąć przy muzyce, a co dopiero jak zabrali mi ostatnią przyjemność…

Tradycja… Narodziła się nowa świecka tradycja, że we wtorki jeżdżę na uczelnie dwa razy. Tradycja o tyle niefortunna, że w przerwie ulegam mojemu najlepszemu przyjacielowi (chodzi oczywiście o łóżko) i zasypiam sobie smacznie. Niestety potem ciężko mi się zmobilizować do powrotu na AE.
Na szczęście to dość krótkotrwała tradycja. Zapoczątkowana została w zeszłym tygodniu, a dziś (miejmy nadzieje) umarła:)

Powroty… Zdarzyło mi się dziś wracać do domu 37 i przesiadać się w 15 na Dworze. Dwa razy… W sumie dobre połączenie.


doubted by Marysia

piątek, 19 maja 2006

Jazda Specjalna

Bo zauważyłam, że niektórzy wierni fani Piętnastki (czyt. Ewa Te) domagają się kolejnej notki. No więc spieszę z wyjaśnieniami, że owszem, jeździmy czasem na uczelnię, zdarza nam się czasem nawet pojawić na wykładzie, a Marysia to nawet pojechała w czwatrek specjalnie tylko do dziekanatu... Ale.
Ale nie dzieje się nic ciekawego. Bo widzicie, Drodzy Czytelnicy, my za bardzo Was szanujemy, żeby pisać Wam takie rzeczy jak to, że na przykład ja miałam dzień śmierdzących piętnastek i Channel No. 15 roznosiło się w każdym jednym tramwaju, w jakim się znalazłam. Albo na przykład to, że Marysia jechała tam i z powrotem tą samą piętnastką w czwartek. Albo to, że jest taka nocna piętnastka, co nie może się zdecydować, czy ma numer 15, czy 34 i dlatego ma dwie tabliczki z numerem. Nawiasem mówiąc nocna piętnastka numer 34 jeździ wszędzie, a drogę z Katowic do mnie pokonuje w rekordowym czasie 1 godziny i 15 minut około. Według rozkładu. Dlatego dzisaj napiszę Wam o tym, jak spełniło się moje marzenie. I jeszcze o paru innych rzeczach też.

Od czego by tu zacząć? Chyba od tego, że są Juwenalia/Ekonomalia/Igry/Jakmutam. A na tego typu imprezach z reguły grają fajne zespoły, jak na przykład HURT (sic!) i happysad. Na przykład na Ligocie. A ponieważ my wolimy happysad, to postanowiłyśmy tam pojechać i posłuchać. Niestety Nasz Ukochany Tramwaj na Ligotę nie jeździ. Jedyną tego przyczyną zapewne jest to, że nie ma tam torów. Ale ponieważ nie jeździ tam Piętnastka, to nie bardzo wiedzieliśmy, jak się dostać na Akademiki. (Czy to nie smutne, że jestem na trzecim roku i nie znam nikogo, ktoby mieszkał w akademiku?) Ale wpadliśmy na genialny pomysł, żeby podążyć za tłumem. Taki efekt owczego pędu. W sumie pomysł sam w sobie był dobry. Tylko co się dzieje, jak cały tłum wsiada do jednego autobusu? Krótkiego? Nie wiecie? Wtedy można sobie podskoczyć i się nie spada. Można też spokojnie jechać bez trzymanki bez obawy, że się człowiek przewróci:) Śmieszna sprawa z tymi autobusami, bo w sumie wsiedliśmy do złego, ale i tak był w nim tłum... Pewnie poszliśmy za złym tłumem, ale było więcej osób, które tak zrobiły... I oni właśnie wysiedli z nami, żeby się przesiąść do zapchanej dwunastki i dojechać spokojnie na koncert. W sumie to dzięki im, bo to oni nas wepchnęli, inaczej mogliśmy się nie zmieścić :)Tym nie mniej fajnie było móc znowu odetchnąć pełną piersią po opuszczeniu autobusu :)

Ale tak naprawde to cała ta podróż to jeszcze nic. Właściwie to chciałam złożyć hołd KZK GOP za to, że uruchomili dodatkowe autobusy z okazji Ekonomalii (Ekonomaliów?). Bo kiedy skończył się koncert (A koncert był fajny bardzo i lepszy niż w Gliwicach, i w ogóle u u brawo brawo, happysad, happysad!!!), wszyscy przemieścili się na przystanek, w nadziei, że uda im się zmieścić do perwszego czegoś, co przyjedzie. Oczywiście pierwszym czymś była taksówka, ale przecież wszyscy wiedzą, że studenci nigdy nie mają kasy. Nie mam pojęcia, na co liczyli ci taksówkarze. Potem zaczęły przyjeżdżać busy. 2.40 PLN z Ligoty do Centrum. Rozbój w biały dzień, choć akurat miał miejsce w nocy. A potem przyjechał autobus. Ale nie był to zwyczajny autobus. Nie było go na rozkładzie, choć tak naprawdę to na rozkładzie nie było nic (rozkład przejrzysty). To był Autobus JAZDA SPECJALNA. No i faktycznie była jazda.
W pierwszej chwili zastanawialiśmy się, czy w ogóle jest sens się do niego pchać, bo został dosłownie oblężony przez średnio trzeźwych studentów. Do tego stopnia, że pan kierowca zastanawiał się przez dobre kilka minut, czy otworzyć drzwi. Jeden zapobiegliwy osobnik wołał nawet, żeby się odsunąć, to może nas wpuszczą. Ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie odsunie się w takies sytuacji, bo straci szansę na dostanie się do środka. Tak naprawdę nie wiem, jak to się stało, że weszliśmy do tego autobusu. Wiem tylko, że Damian był ostatnią osobą, która się zmieściła. Za nim były już tylko drzwi, które zamknęły się dopiero za czwartym podejściem. Na szczęście autobus ten miał następny przystanew pod dworcem PKP w Katowicach, bo nie wiem, co by się działo :) Ja osobiście jechałam w pozycji "powiedz mi to prosto w profil", rozpłaszczona na baczność na szybie za plecami kierowcy. Nie mogłam spojrzeć przed siebie, bo ścisk nie pozwalał mi odwrócić głowy. Śmieszne. Ale najważniejsze jest to, że spełniło się moje marzenie :) Pewnie zastanawiacie się, o co chodzi :)
Widzicie, często jest tak, że jadąc piętnastką do domu, śpiewamy sobie z Marysią różne rzeczy. I nikt nigdy nie chce z nami śpiewać. A na filmach zawsze jak ktoś zaczyna śpiewać w tramwaju/autobusie/metrze/biurze/niewiadomo, to wszyscy inni zaczynają z nim śpiewać i tańczyć, i znają słowa i kroki, i wiedzą kiedy chórek, a kiedy solo, i nawet czasem mają instrumenty muzyczne... I ja zawsze tak chciałam. A Autobus JAZDA SPECJALNA nie potrzebował nawet zachęty. Wystarczyło, że ruszyliśmy, a wszyscy zaczęli śpiewać. Wszyscy ci ludzie, upakowani jak sardynki w puszcze, śpiewali. No może nie był to zbyt ambitny repertuar, ale cóż. Zaczęło się od "Chryzantem złocistych", potem Marysia zaintonowała "Panie Szofer, gazu...", a reszta podchwyciła. Dalej już z górki, "Sto lat, sto lat", "Przybieżeli do Betlejem..." i tak dalej... Hehe :) I wszyscy znali słowa. I wszyscy śpiewali. Można więc powiedzieć, że znowu spełniło się jedno z moich marzeń, bo jestem pewna, ży gdyby mieli trochę więcej miejsca, to wszyscy tańczyliby i znali kroki...

Co jeszcze? Aha. Potem siedzieliśmy na Skargi przez ponad 40 minut i czekaliśmy na N-84. Skracaliśmy sobie czas śpiewem, tak nas natchnęła ta JAZDA SPECJALNA. A potem okazało się, że N-84 ma trochę inną trasę niż powinien, ale nic się nie stało. Aha. A potem Damian jechał tajemniczym 15/34. Ale tylko dwa przystanki, a ja w sumie widziałam to 15/34 trochę wcześniej, jak przejeżdżało koło mojego przystanku, nie zatrzymując się, bo i po co, prawda?

No. To w sumie tyle miałam do przekazania. Nie wątpię, że Marysia, jeśli zechce, opatrzy moją relację komentarzem. Albo napisze coś od siebie...

Pozdrawiam wszystkich juwenaliowo :)
Bardziej happy niż sad
Magda

Edit: Dodano lowy link. Jeśli spojrzycie w prawo, ujrzycie napis "Piętnastka z kosmosu". Nasz Ukochany Tramwaj widać nawet z satelity. Klikajcie i oglądajcie.

poniedziałek, 8 maja 2006

Could you please wait for me? … czyli notka o bieganiu i czekaniu.

Wracałam wczoraj od Magdy wieczorem Piętnastką i zdziwiłam się troszkę, że na Sielcu poczekała ona na jakiś spóźnionych pasażerów.
Jak to? – pomyślałam sobie – Wszak na mnie prawie nigdy nie czeka… Buuu i w ogóle:)
Już wysiadając, zauważyłam, że Pan Motorniczy patrzy po prostu w lusterko czy z tyłu nikt nie nadciąga… Dlatego nigdy nie widzi jak biegnę… Choć po tylu przejazdach powinien był się domyślić.
Dość oburzona postanowiłam zacząć biegać na tramwaj z innej strony… Nie mam pojęcia jak, ale kto by się tam takim detalem przejmował.

Dzisiaj już oczywiście o tym nie pamiętałam. Zresztą nie miałam na to czasu, bo troszkę mi się zaspało na zajęcia na 13.30 i musiałam się sprężać.
Na przystanek dodarłam z pewnym zapasem czasowym, jednakże i tak biegłam po schodach, bo akurat jakiś tramwaj przyjechał. Okazało się jednak, że to tylko 26 tudzież 24. Nieważne.
Piętnastka przyjechała kilka minut później – oczywiście i tak za wcześnie. Spokojnie sobie wsiadłam do jednego z DWÓCH wagonów i po chwili uświadomiłam sobie, że Piętnastka czeka… Wtedy to przypomniałam sobie moje wczorajsze narzekania.
Jejku. Piętnastka wzięła to sobie do serca i teraz na mnie czeka. Nie zauważyła (bo nie spodziewała się tego zapewne), że ja już wsiadłam.
W każdym razie miło z jej strony. Choć i tak ruszyła minutę wcześniej niż wskazywałby na to rozkład.

Punk kulminacyjny nastąpił jednak, kiedy to wracałam dziś do domku po zajęciach.
Szłam chodnikiem, mając nadzieje, że to co właśnie odjeżdża z przystanku nie jest Piętnastką. Raczej nie było, bo zaraz kolega mój wskazał na nadjeżdżający tramwaj, mówiąc: „To jest Piętnastka. Ciasna jak cholera”
Ruszyłam więc biegiem przez ulice i tory w totalnie niedozwolonym miejscu oczywiście i musiałam zatrzymać się miedzy jednymi torami a drugimi, aby rzeczoną Piętnastkę przepuścić.
Tramwaj jednak przystanął i Pan Motorniczy zapytał na migi czy jestem potencjalną Piętnastkową pasażerka. Ja przytaknęłam, tramwaj mnie przepuścił, uśmiechnęłam się do motorniczego, że dziękować dziękować i pobiegłam dalej w stronę przystanku.
W całej tej euforii nie zakumałam, że Pan Motorniczy otworzył mi drzwi i mogłam spokojnie sobie wsiąść do Piętnastki wcześniej, nie męcząc się sprintem na przystanek…
Polałam się z siebie straszliwie. Śmiałam się całą drogę i do teraz jeszcze mi się morda głupio cieszy.
Szczyt inteligjencji… Wiedziałam, że jestem głupia, ale że aż tak?
A może ja po prostu podświadomie lubię biegać? Szczególnie, gdy mym celem jest ukochana Piętnastka!

Genuine Idiot Marysia

niedziela, 7 maja 2006

Nie o Piętnstce

Heja heja!
Chciałam przekazać Wam wielką prawdę, która to dopiero dziś dotarła do mojego małego rozumku.
To nie Piętnastka się psuje. To po prostu obojętnie co, czym jadę zawsze stara się zapewnić mi jakieś atrakcje!

Dziś jadąc do Magdy poszłam na przystanek nie wiedząc, o której będzie Piętnastka (żeby nie biec). Podejrzewałam, że o 15.21 tudzież 15.35. Jak się okazało miałam racje… Byłam na przystanku o 15.25, więc postanowiłam podjechać czymkolwiek do parku.
Po pewnym czasie podjechało 21.
Ale oczywiście jakieś 30 metrów przed przystankiem, na którym to chciałam wysiąść, się zepsuł. Przez kilka minut robił coś w stylu: „WRRRRRRRRRRRRrrrrrrrrrrrrrrbbbrrrRRRRRRrrrrRRRRRRRbr..brr..ehle” (Przepraszam, ale nie umiem tego dokładnie oddać pisemnie), po czym wypuścił wszystkich pasażerów. W sumie nie wnikałam, co się dokładnie stało – może zabrakło mu benzyny;) albo coś… nie wiadomo…

Innym dość znajomym z piętnastkowych włajaży zdarzeniem była moja wyprawa w góry kiedy to gdy ledwo co wepchnęliśmy się do PKS-a, na następnym przystanku weszło jeszcze z 6 osób… Oczywiście wszystkie z bagażami:)

Myślę jednak, że nasza ukochana piętnastka pozostaje w dalszym ciągu bezkonkurencyjna, a inne pojazdy starają się po prostu jej dorównać, aby także zyskać sławę!

Relacjonowała Wciąż Wierna Piętnastce I Niezmiernie Uwielbiająca Ją Marysia

środa, 3 maja 2006

Hmf...

Ja tam nie wiem, ale strzeżonego Pan Bóg strzyże, czy jakoś tak. No więc na wszelki wypadek coś napiszę, bo mi przed chwilą serwis zakomunikował, że porzuciłyśmy bloga, co jest nieprawdziwą nieprawdą. Bo nie porzuciłyśmy, wciąż tu jesteśmy i dalej męczymy się z Piętnastką.
Co prawda ja się właśnie niedawno przesiadłam na rower, bo i tak nie jeżdżę do szkoły, ale piętnastka i tak rządzi.
Wczoraj widzieliśmy na stawikach pana, który miał kontakt z bazą i jak tylko zobaczył, że jedzie tramwaj, to przekazał do dowództwa, że przyjechała przed czasem czerwona pojedyncza piętnastka bez reklam z szarymi siedzeniami, prawie pusta. Chyba, bo właściwie nie słyszeliśmy tego, ale co innego można powiedzieć o Piętnastce? Jak już jedzie:)
A poza tym udało mi się ostatnio zobaczyć, jak piętnastka obróciła do Katowic i z powrotem w piętnaście minut. Bo najpierw zobaczyłam jak jedzie z parku w stronę Katowic (taka podwójna niebieska, co mi kiedyś uciekła spod szkoły), a potem zaraz za chwilę, przyjechała w drugą stronę. Szybka jakaś torpeda czy coś, hihi. Bo nie sądzę, żebym się uczyła tak długo inglisza i tak ambitnie, żebym nie zauważyła upływu czasu, hihi.
No to w sumie tyle mam do powiedzenia. Aha, jeszcze jedno, wczoraj czułam się jak piętnastka, bo jeździliśmy cały prawie czas wzdłuż torów w Szopienicach i w Sosnowcu:)
Nie mam kondycji w ogóle, ale nie szkodzi, na pewno się wyrobię i będę śmigać na tym rowerze:)
Mam nadzieję, że nam nie zabiorą tego bloga. I mam nadzieję, że im nie pozwolicie, bo to zależy też od ilości odwiedzin:) Więc odwiedzajcie i zostawiajcie komentarze:) A ja ide na rower. Bo taka ładna pogoda.

Pozdrawiam
Typed by Magda

czwartek, 27 kwietnia 2006

Tramwajowy Raj

Dziś skończyłam zajęcia nietypowo o 14.35. W sumie miło, bo ostatni kwadrans myślałam już tylko o tym, co sobie zjem jak w końcu dotrę do domku.
Przybyłam na przystanek i sprawdziłam na rozkładzie, że piętnastka jest o 14.42.Niestety nie znam rozkładu z tak nietypowej godziny (za co serdecznie przepraszam), a nie chciało mi się liczyć od 15.10 (wszak głodny człek na to siły mieć nie musi).
Oczywiście tramwaj nie przyjechał a ja robiłam się coraz bardziej głodna. Domyśliłam się, że coś się musiało zrąbać (podejrzewałam brak prądu), bo w przeciągu 25 minut nie pojechał żaden tramwaj w żadną stronę. Bystrzacha ze mnie, nie?
Postanowiłam zatem pójść do sklepu po prowiant. Znając oczywiście stare, mądre przysłowie: pójdziesz do sklepu – tramwaj przyjedzie:)
Żeby nie było, zostawiłam „na czatach” koleżankę.
Wychodząc ze sklepu, zauważyłam dwa jadące w przeciwnym kierunku niż mój tramwaje oraz grupkę ludzi wyzywających na to, że właśnie przed chwilą odeszli z przystanku:)
Ruszyłam żwawo na mój przystanek, mając nadzieje, że piętnastka mi nie odjechała. Powinnam ją była zobaczyć ze sklepu, ale nigdy nic nie wiadomo…
- No i wykrakałam – pomyślałam, gdy nie zobaczyłam mojej koleżanki. Na szczęście dostałam od niej esemesa, że radzi iść na autobus, bo jakiś dziadek powiedział, że się coś popsuło.
Ja jednak wierna piętnastce pozostałam. Wszak tramwaje jakby zaczęły jeździć, a jeden 7days (ring i te sprawy) nie pożywił mnie na tyle, abym była w stanie drałować na Gwiazdy na autobus.
No i miałam rację… Prawie… ;)
Niebawem przejechał potrójny tramwaj. Pierwsze dwa wagony były czternastkowe, a trzeci – piętnastkowy. Piętnastka miała nawet otwarte drzwi i wystawał z niej pan. Skojarzyło mi się to z trolejbusami w San Fricisco. Szaleństwo!
Chwilkę później nadjechał pojedynczy, zapchany Jordan. Pomyślałam, że i tak nie mam szans jechać dziś w mniejszym tłoku, więc jakoś postanowiłam wsiąść. Co z pewnym trudem, ale się udało…
Czy się zdziwiłam jak wszyscy zaczęli wysiadać na Pętli? Zdziwiłam się, tak to prawda. Okazało się, że Pan Motorniczy dalej nie jedzie. Po co właściwie? Wszak, jak się przy okazji z wypowiedzi wzburzonych pasażerów dowiedziałam, nic nie jechało w stronę Szopienic już od dwóch godzin. Taki komplement…

Stając tam sobie usłyszałam też wiele innych, ciekawych strzępków rozmów przeróżnych osób. Na przykład:
Pan A: No ale kto to wszystko przewidział?
Pan B (z pełnym stoicyzmem): Ja to wszystko przewidziałem.
Szakan dla Pana B. Widocznie to jakiś weteran podróży środkami komunikacji miejskiej.
Była też Pani, która uspokajała wszystkich wychodzących z siebie i wyzywających Motorniczego Jordana pasażerów, mówiąc, że nie ma powodu się denerwować. Po co ten raban? Przecież jadą kolejne tramwaje.

Pani jak najbardziej miała racje. Kolejne tramwaje nadjeżdżały: „20” (kończy trasę na Pętli), „7” (kończy trasę na Pętli), „15” (z plakietką „zjazd do zajezdni”), „36” (kończy trasę na zajezdni) i wiele, wiele innych. W życiu tyle tramwajów na raz nie widziałam, w tym wiele podwójnych, wszystkie puste. Po prostu tramwajowy raj… albo piekło… nie wiadomo.
Chyba zapomniałam wspomnieć, choć pewnie się domyśliliście, że tramwaje podjeżdżały jeden po drugim. Gdyby mogły zrobiłyby to jednocześnie. Nie mogły niestety, więc zrobił się wielki korek. Samochody nie mogły przejechać, bo tramwaje tarasowały im drogę (dla niewtajemniczonych powiem, że to dlatego, iż przed Pętlą linie tramwajowe przecinają jezdnie). Jakiś Pan przez walkie-talkie (że niby ma kontakt z bazą) próbował przekazać dyspozytorni, żeby przekazała tramwajom, żeby się opanowały i nie pchały się wszystkie na raz. Mówił też coś o 21, ale nie skumałam. A w sumie ciekawe co do tego wszystkiego miał tramwaj jeżdżący po Zagłębiu wyłącznie…

W pewnym momencie podjechała tez „14” (bez tabliczki informującej, że zjeżdża na zajezdnie!!!). W tym samym czasie z pętli ruszyła się jakaś „15”. Niesamowite – pomyślałam – podstawią mi piętnastkę. Oczywiście nie miałam racji – piętnastka po prostu podjechała na „koniec” pętli, żeby inne tramwaje się pomieściły:) Kiedy jednak zreflektowałam się, że może w takim razie wypadałoby wpakować się do czternastki, było już za późno.. No, może gdybym była o 2/3 chudsza dałabym rade.
Ale nie ma tego złego. Dosłownie za chwilę przyjechał kolejny tramwaj (z tego co pamiętam to też była czternastka). Już o wiele mniej wypchana, ale śmierdziało w niej trochę potem. Jednak sprytnie wypatrzyłam, że jedzie za nami Jordan i na Burowcu się do niego przesiadłam. Tam to już ful wypas – więcej miejsc wolnych niż zajętych. Do tego na odchodnym Pan Motorniczy powiedział, że piętnastka zaraz przybędzie.
I rzeczywiście… tylko był mały problem z dostaniem się do środka. Jednak się udało. Ale jako że podróż ta do najprzyjemniejszych nie należała a pogoda piękna, wysiadłam sobie na Sobieskiego i resztę drogi przebyłam piechotą (jakby się kto pytał to jest to niewiele dalej do mnie niż z Dworca)

W domku byłam o 15.43. Jak na taką katastrofalną awarię (?) całkiem szybko.

Na koniec chciałam się jeszcze pochwalić, że byłam wieczorem na Szopienickiej Pętli!!! Zawsze chciałam tam pojechać:) Niestety wyprawa była rowerowa, a nie tramwajowa, ale i tak było super. Szczególnie, że rundkę honorową (pod prąd) po Pętli zaliczyłam…

Ilością Widzianych Tramwajów Oszołomiona Marysia