czwartek, 15 stycznia 2009

Sprawdzanie zbędne jest, to przecież względne jest wg Einsteina

Byłam ostatnio w Jaworznie. Dla Waszej informacji z Sosnowca jeździ tam tylko jeden autobus (S), mniej więcej raz na godzinę.
No i jak tak sobie stałam i czekałam 25 minut aż nadjedzie eSka, pomyślałam, że przy takiej częstotliwości, czekanie niespełna pól godziny to nie tak długo. A jak czekam tyle na Piętnastkę to zwykle mnie to dość mocno irytuje.
Einstein to jednak mądry człowiek był ;)

Co ciekawe kilka minut przed planowanym przyjazdem eSki, nadjechał jakiś prywatny busik do Sosnowca. Myślałam że taki nie istnieje a jednak! Wsiadłam więc do niego. Trochę przepłaciłam, ale pomyślałam, że jak pożałuję tej złotówki, to najbliższa eSka pewnie wypadnie z kursu/spóźni się, a ja będę musiała czekać na następną... a to by nie było przyjemne.

Pozdrawiam Noworocznie
Marysia

środa, 10 grudnia 2008

O tym że Piętnastki czasem przyjeżdżają nawet jak się w nie nie wierzy

Wiecie jak to jest jak człowiekowi zależy żeby gdzieś być na czas, nie? I jeszcze jak chce być w dwóch miejscach... może nie w jednym czasie, bo to to całkiem niemożliwe, ale tak że jak pójdzie człowiek w to pierwsze miejsce to nie wiadomo czy zdąży w to drugie, na którym bardziej mu zależy? A potem wszystko ładnie "na styk" mu wychodzi. No może tylko musi pic ostatnie piwko trochę szybciej żeby zdążyć na Piętnastkę o 20.10 i tym samym na umówione spotkanie. No i ja przybyłam na przystanek przed czasem. Najpierw podjechała jakaś 12 - zjazd do zajezdni, która powinna jechać również o 20.10 choć na moim zegarku jeszcze tej godziny nie było. A kiedy już wybiła rzeczona 20.10 podjechało jakieś coś obklejone z każdej strony informacją, że zjeżdża do zajezdni niebawem. Niestety bez śladu numeru linii jaki kiedyś reprezentowało.
Załamałam się więc że to moja Piętnastka i kiedy już utraciłam nadzieję, minutkę później, przyjechała. I wszędzie zdążyłam i brawo brawo.
I czy ktoś w ogóle coś zrozumiał z mojej notki?
Nieważne.
Ważne jest tylko to, że za godzinkę będę jechać Piętnastką wraz z Magdą więc szykujcie się na kolejne przygody!

wtorek, 9 grudnia 2008

Knight Bus

Byłam sobie ostatnio w barze. A konkretniej w Falkonie.
Kto się w topografii Sosnowca mniej więcej orientuje, ten wie, że to klub bilardowy położony w odległości około 15-20 minut szybkiego marszu od mojego mieszkanka. Teraz to raczej więcej niż mniej, bo z powodu remontów i nadbudowy kamienic w okolicy ulicy Sportowej, nie bardzo da się przy takiej pogodzie chodzić skrótem.
W każdym razie o ile do baru zwykle udaję się na własnych nóżkach, tak w podróży powrotnej liczę na autobus.
W ten piątek szczególnie zależało mi na powrocie nocnym autobusem. Z dwóch powodów. Po pierwsze padało. Po drugie i zdecydowanie ważniejsze bolały mnie nóżki :) Brzmi to trochę infantylnie, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że zdarzyło mi się oprawiać ostatnio pewną aktywność fizyczną (a takim leniwcom jak ja to się raczej nie zdarza!) i następnego dnia wszystkie moje mięśnie cierpiały. No, może za wyjątkiem piwnego, bo ten jest akurat całkiem nieźle wyćwiczony.
W każdym razie moje uda błagały o łagodne traktowanie a my wyszliśmy z baru troszeczkę za późno i nie byliśmy pewni czy uda nam się zdążyć na nocny o 1.00
Bez większej nadziei szliśmy w stronę przystanku, gdy jedno z nas zobaczyło zbliżający się autobus! Zaczęłam biec i pewnie bym zdążyła gdyby nie pewien... tiny insignificant problem. Otóż 902 nie raczyło się zatrzymać!!!
Na początku myślałam, że to jakiś wredny żart moich znajomków. Że to wcale nie był nasz autobus a oni chcieli mnie zmusić do biegania, żeby się trochę pośmiac z mojej drobnej, fizycznej niedyspozycji. Jednak okazało się to nie żart kolegów lecz poczucie humoru KZK GOP.
Także wracałam do domku na nogach, w deszczu...
Dobra wiadomość jest taka, że w ogóle tej podróży nie pamietam. Dopiero następnego dnia kolega mi przypomniał, że chciałam m.in. pójśc do sklepu i nawyraźniej tam zamieszkać. Dziwnym nie jest - wszak zawsze to trochę bliżej niż do domu! I nie trzeba się martwić o zapasy w barku czy lodówce ;)

Drunken Maria

PS. Dodam jeszcze, że Magda dziś przyjeżdża na chwilę do miasta (Santa Clause is coming to town?) i jutro prawdopodobnie będziemy razem jechać Piętnastką! Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów! Także trzymać kciuki!

wtorek, 2 grudnia 2008

Nie każdy może być numerem jeden.

Chciałam się poskarżyć, że jak ostatnio napisałam, że tęsknię za piętnastką, to się na mnie zemścił mój tramwaj numer cztery. A może pozazdrościł piętnastce i chciał być lepszy? Sama nie wiem.
W każdym razie stałam wzorem Marysi strasznie długo na przystanku tramwajowym, a tam - kolejno tramwaje numerami: 2, 1, 1, 3, 2, 1, 25, 1, 3, 1, 1, 1, 3, 2, 25, 1, 3, a potem dopiero moja czwórka - ale dla ułatwienia - zjazd do zajezdni...
Następnie przyjechała jedynka i trójka a za nią dwie czwórki. Nadmienić trzeba jeszcze, że w ciągu tej godziny rozkładowo powinno jechać 8 czwórek średnio co 6 minut. No ale nieprzygoda. Nie każdy może być numerem jeden, poza tym moim zdaniem, lepiej być numerem piętnaście, albo przynajmniej cztery. Tylko jakoś tramwaje warszawskie tego nie pojmują.

Magda, numer niejeden.

środa, 26 listopada 2008

in trams we trust.... ale czy słusznie?

Taki oto mój opis zachęcający do zwizytowania naszego bloga bardzo spodobał się naszemu koledze. Skomentował on to następująco:
"Ostatnio jechałem Piętnastką w 2. wagonie :) (w 1 była kupa na środku) trustworthy indeed :D"
Mnie pozostaje tylko dodać, że miał chłopak szczęście, że był ten drugi wagon, do którego mógł uciec przed ekskrementami.

wtorek, 25 listopada 2008

Nie ogarniam tego wszystkiego

Nie ogarniam zasad jazdy tramwajów, ich specyficznej strefy czasowej oraz zakrzywienia czasoprzestrzennego.

Ruszyłam dziś rano na Piętnastkę o 8.20*. Oczywiście o 8.18 uciekła mi ona sprzed nosa. Może bym na nią zdążyła gdybym trochę podbiegła po schodach, ale schodzący po nich tłum zatarasował mi przejście. Jedyny wąski przesmyk ku górze był za to zastawiony przez człapiącego powoli, niedającego się wyprzedzić pana, który najwyraźniej nie spieszył się na ten tramwaj. Przeniosłam się więc na przystanek autobusowy by tam kilka minut później wsiąść w troszkę tylko spóźniony 811. Dodam jeszcze, że w tym samym czasie gdy na przystanek podjeżdżał mój autobus, na przystanek tramwajowy podjechała Piętnastka, tym razem zmodernizowanym składem. Nie miałam już czasu przebiegać przez ulicę, żeby skorzystać z jej usług i dobrze, bo w busie spotkałam koleżankę, więc przynajmniej droga na uczelnie minęła mi szybko i przyjemnie.

Na uczelni spotkałam się z promotorem co tylko uświadomiło mi że jestem głupia. Nie ogarniam pisania pracy magisterskiej. Ale jak mam je ogarniać skoro nie ogarniam nawet obsługi czytelnianego komputera**?

Nieważne.

Załatwiłam co miałam załatwić (tudzież nie załatwiłam tego co miałam załatwić) i koło 9.45 byłam już na przystanku.

O 9.48 miała przyjechać Piętnastka. Nie przyjechała. Pojawiła się za to 14 choć wcale nie powinna. Zaraz po niej przybyła 20, choć też nie powinna... No ale to 20 więc ma prawo jeździć co 2 minuty czy nawet częściej jeśli tylko chce.

O 9.54 pojawiła się kolejna 14, bo powinna. Następnie 7 nowym składem. Dziwne bo 4 minuty wcześniej widziałam taką siódemkę,z takim samym składem, jadącą w przeciwnym kierunku. Jak ona to zrobiła - nie wiadomo.

Koło 10 przybyła półtora minutki spóźniona 20. Podwoiła swe opóźnienie, bo Pani Motornicza wyszła w bliżej nieokreślonym celu na przystanek, a potem miała trudności z otworzeniem swego bolidu i dostaniem się do środka.

O 10.02 miała przyjechać Piętnastka. Nie przyjechała. Za to zaledwie 11 minut później na horyzoncie pojawiła się 14 (to wszak tylko 5 minut opóźnienia w stosunku do rozkładu).

Niedługo po niej na przystanek przeszła Pani i zapytała mnie, czy się przypadkiem nie orientuję, czy tramwaje kursują już normalnie czy też jeszcze nie zlikwidowali awarii. Oznajmiłam, że tramwaje zdecydowanie nie kursują normalnie, ale o żadnej awarii nic mi nie wiadomo. Okazuje się, że tuż za zajezdnią tory się popsuły – co dokładnie się stało nie zostało wyjaśnione. Na moje stwierdzenie, że jechały już trzy czternastki i żadna z nich nie miała na czele żadnej informacji o zmianie trasy, Pani powiedziała, że nie szkodzi - oni informują o zjeździe do zajezdni na zajezdni. Taki mają gest.

Zastanawiałam się czy czekać dalej czy pójść na autobus. Doszłam jednak do wniosku, że czekam już zbyt długo, żeby rezygnować, więc zostałam.

W międzyczasie przyjeżdżały, mniej lub bardziej zgodnie z rozkładem, jakieś siódemki, dwudziestki i jedenastki (ta ostatnia to na pewno nie [powinna była się tam pojawić o tej porze), a moje stopy marzły.

O 10.35*** (w końcu!!!) nadjechała oczekiwana Piętnastka! Oczywiście pojedyncza, ale i tak nie tak bardzo wypchana, jakbym się spodziewała po takiej przerwie.


To tyle na dziś.

In trams we trust.

Marysia



* przynajmniej wg strony KZK GOP - ciężko sprawdzić czy internetowy rozkład pokrywa się z przystankowym, bo ten drugi jest całkiem przejrzysty

** szczególnie że trafił mi się taki z popsutą klawiaturą i „z” zamiast „y” co trochę utrudniało pisanie

*** i tu już mnie prącie obchodzi jak bardzo (nie)zgodnie z rozkładem to było

środa, 12 listopada 2008

PETYCJA

Pamiętacie notkę o likwidacji linii 27 ?
Otóż jak donosi nasz wierny czytelnik Meteor, okazuje się, że to nie jedyny tramwaj, który najwyraźniej przeszkadza w dogodnym prosperowaniu Tramwajom Śląskim SA.
Dlatego też prosimy o podpisywanie petycji. Miejmy nadzieję, że pomoże i jednak KZK GOP (czy kto tam o tym wszystkim decyduje) uzna, że tramwaje opłacają się zarówno im, jak i pasażerom, i środowisku.
Moim zdaniem jedyną przyczyną nieopłacalności linii 27 chociażby, może być tylko fakt, że taki tam tłok, że ludzie nie maja nawet możliwości skasowania biletu...

Do Składania Podpisów Zachęcająca - Marysia