sobota, 23 sierpnia 2008

Ogłoszenie Parafialne

W końcu się zebrałam i napisałam zaległą notkę, a tu mi mylog mówi przez pół dnia, że jest tymczasowo niedostępny. Jako że to nie pierwszy raz to postanowiłyśmy się przenieść do inszego serwisu.
Na razie będzie tu dość surowo, ale jak będziemy miały chwilę czasu i ogrom weny to popracujemy nad szablonem i wszystkim innym też. A jak mylog może kiedyś zacznie działać to pojawią się archiwalne notki. Wszak nie będziemy dwóch i pół roku przygód do kosza wyrzucać.

Marysia

sobota, 26 lipca 2008

Edinburgh

Byłyśmy sobie ostatnio z Magdą w Edynburgu i muszę przyznać, że komunikacyjne przygody nas nie ominęły. Co prawda w stolicy Szkocji nie ma niestety tramwajów, ale autobusy całkiem nieźle sobie radzą.
Otóż po dniu pełnym wrażeń chciałyśmy sobie wrócić do domku. Pierwszą rzeczą, która nas zaskoczyła było zniknięcie przystanku. Jeszcze dzień wcześniej stała tam wiata, pod którą można się było skryć przed deszczem, rozkład i w ogóle ful wypas. Przychodzimy, a tu jakieś wykopki i napis „przystanek tymczasowy”. No cóż... Jako że nie znałyśmy dobrze miasta, trochę nas to zmartwiło – czy oby na pewno trafiłyśmy w dobre miejsce? Nazwa ulicy i otoczenie wskazywały na to, że tak, ale problemem był też brak rozkładu. Nie wiedziałyśmy czy ostatni bus do domu nie odjechał na przykład jakąś godzinkę wcześniej i czy nie stoimy tam przypadkiem nadaremnie. No ale cóż było robić? Stałyśmy, czekałyśmy i mokłyśmy, a Magda nawet zapaliła papierosa (bo wiadomo że jak się zapali to wtedy autobus przyjeżdża).
No i jakiś przyjechał – niestety incognito. Nie posiadał ani numeru, ani tabliczki z kierunkiem jazdy. Zatrzymał się na naszym przystanku, wysadził kilku ludzi, po czym zawrócił i zatrzymał się na przystanku naprzeciwko.
Nie długo musiałyśmy czekać na kolejny autobus – tym razem taki z problemami tożsamościowymi. Z przodu co kilka sekund na wyświetlaczu zmieniały się kolejne numery: 1, 2, 3, 3A, 4 itd. Z tyły analogicznie kolejne (nic mi nie mówiące) dzielnice Edynburga. Ten skład nie raczył się nawet zatrzymać. A szkoda – może by nas gdzieś zawiózł.
Ucieszyłyśmy się, że będziemy miały o czym napisać na blogu i czekałyśmy dalej. Jeszcze bardziej szczęśliwe byłyśmy chwilę później, kiedy to nadjechał nasz autobus i zawiózł nas do domu, a nam nawet udało się wysiąść na właściwym przystanku!

sobota, 14 czerwca 2008

i'm going off the rails on my crazy tram?


Byłam wczoraj na imprezie i zostałam zapytana (tu pozdrowienia dla świeżo upieczonej Pani Magister) o czwartkowe wykolejenie się tramwaju w Katowicach. Moja wiedza o tym wypadku była zerowa więc postanowiłam sprawdzić co i jak.
Sprawcą zajścia nie wydaje się być Piętnastka, ale odkryłam że nie był to odosobniony przypadek wykolejonego bolidu w ostatnim czasie.
Podobne zdarzenia miały miejsce na początku maja i w połowie kwietnia. A to pewnie i tak nie wszystkie tego typu wypadki na terenie Śląska i Zagłębia.
KZK GOP może i modernizuje stare bolidy, ale co z tego, jak torowiska są w opłakanym stanie?

A może po prostu powstał jakiś Ruch Wyzwolenia Tramwajów i biedne, uciśnione tramwaje mają już dość ograniczenia wolności jakim są dla nich tory? Może w ten właśnie sposób bojkotują system i ruszają drogą ku chwale?

written by Marysia

czwartek, 12 czerwca 2008

random thoughts

Grunt to spostrzegawczość. Dopiero kilka dni temu zauważyłam, że niejaki meteor51 tak ładnie i fachowo mnie 2 miesiące temu skomentował na temat autobusu 888 i nawet taki czaderski rozkład Piętnastki nam zapodał.
A propos rozkładu, zauważyłam już jakiś czas temu pewien szczegół dotyczący ostatniej jego zmiany. A mianowicie, pod Dworcem PKP w stronę Katowic rozkład zmienił się o 2 minutki (o tym już kiedyś pisałam), lecz spod AE w stronę Sosnowca już tylko o minutkę. Czyli że co? Tramwaje stoją sobie o minutkę krócej/dłużej na Zagórzu/Placu Wolności? I że niby dzięki temu się nie spóźniają? Buahaha. Taki żart ;)
Wiadomo przecież, że środki komunikacji miejskiej, a Piętnastki w szczególności, (nie) kursują w jakiejś swojej, tajemniczej, bliżej nie określonej, lecz na pewno zawirowanej strefie czasowej i ciężko doszukać się w tym systematyczności czy uporządkowania.
Generalnie jesteśmy już wszyscy do tego przyzwyczajeni i pogodzeni z taką koleją rzeczy.
Myślę że to jeden z powodów dla których ten blog troszkę już podumiera. Magda wyjechała do Warszawy, a ja też rzadko pojawiam się na uczelni. Owszem, biegam czasem na tramwaj, łamię obcasy i skręcam kostki a on i tak zamyka mi drzwi przed nosem. No ale ile można pisać to samo? Poza tym wiosna jest i czekanie w słoneczku na przystanku kwadrans czy dwa na kolejny skład nie irytuje mnie już tak, jakbym miała czekać na niego na dwudziestostopniowym mrozie. Przywykłam do czekania, podchodzę do tego ze spokojem i nie mam potrzeby rzucania tu inwektywami, że znów Piętnastka „troszeczkę” się spóźniła. Na przeklinanie Piętnastki trzeba będzie chyba poczekać do zimy... Teraz jak to powiedziałam, to pewnie Mój Ukochany Tramwaj da mi niedługo w kość ;)

written by Marysia

poniedziałek, 9 czerwca 2008

nic konkretnego ni oryginalnego - ot, taka poniedziałkowa notka o tym, że jeszcze czasem mi się zdarza jeździć Piętnastką

Złożyłam dziś na uczelni wizytę w celu uzyskania wpisu z pewnego przedmiotu.
Magister K. miał konsultacje o 16.30, więc postanowiłam udać się do Katowic autobusem 808 o 16:07. Oczywiście wyszłam z domu troszeczkę za późno. W dodatku musiałam jeszcze po drodze kupić bilety. Pouprawiałam sobie więc jogging (na obcasach niezbyt mi to wychodzi, szczególnie w klapkach, które to się nóg nie trzymają) i znalazłam się na przystanku o 16:07.
Autobus oczywiście – nie. Typowe.
Poczekałam kilka minut, aż podjechała Piętnastka (podwójna, przestronna, fioletowa – full wypas) i zabrała mnie na AE. Nie ma tego złego – pomyślałam – Wszak dawno nie korzystałam już z jej usług i troszkę się stęskniłam.
Zmieniłam zdanie, gdy wysiadłam z tramwaju i zaczęło padać. Ja - w spódniczce i z biustem na wierzchu - nie byłam na to przygotowana.
Oczywiście jako typowa kobieta zmieniająca zdanie miliard razy na sekundę, już kilka chwil później, pomyślałam, że jednak wszystko dobrze się złożyło. Spotkałam Magistra K. na schodach – on też się spóźnił. Dzięki tej zamianie autobusu na tramwaj, miałam idealny timing i nie musiałam czekać kwadransa pod pokojem Magistra K.otoczona szarymi ścinami uczelni, przejechałam się dawno nie widzianą Piętnastką (powrotna też mi szybciutko przyjechała!), a deszczyk nie był w sumie taki zły.

written by Marysia

niedziela, 25 maja 2008

Czy Wy Wiecie?

Że mylog jest głupi? Człowiek sobie naciśnie enter (a to przecież nasz ulubiony znak interpunkcyjny), a tu mu się dodaje pusta notka tylko z tytułem. Normalnie porażka. Nic dziwnego, że teneniel się przeniosła na inny serwer.
Swoją drogą chciałam dodać, że przepraszamy, że nie dodajemy notek tak często jakbyśmy chciały. Ale to po trochu dlatego, że nie jeździmy. Ale jak wiecie zbliża się sesja, a to zawsze prowadzi do wzmożonej aktywności na blogu.
A tak naprawdę to piszę to po to, żeby się pochwalić, że Ciasna Piętnastka zaliczyła już ponad 10 tysięcy pasażerów. A to nietrywialne, wierzcie mi.
Także chciałam gorąco podziękować odwiedzającym, czytającym, a szczególnie czytającym ze zrozumieniem i komentującym.
Nie znikamy stąd, nadal jesteśmy.

A jako ciekawostkę dnia chciałam powiedzieć, że nie tylko tramwaje są takie straszne. Ja na przykład ostatnio zostałam oszukana przez autobus, który podawał sie za 132, a tak naprawdę był 122. I przez to spóźniłam się do pracy. To niemiłe, jak nagle autobus skręca nie tam, gdzie się spodziewasz.

Wiosennie, a niedługo już letnio i sesyjnie, a co.
Pozdrawiam,
Magda.

sobota, 10 maja 2008

Miałyśmy wczoraj piętnastkowy dzień

Otóż - Marysia do mnie przyjechała na koncert happysadu i urodziny Mavericka i w ogóle. I jest zajebiście i sie cieszymy. Ale - ponieważ nie ma łatwo, piętnastka dała o sobie znać.
Zaczęło się od tego, że chciałyśmy kupić Mavowi prezent. Ale nie było go w najbliższym empiku. Toteż pan powiedział nam, żebyśmy jechały do innego. Ponieważ nie wiedziałyśmy gdzie on jest ten empik, to pan powiedział, że 4 przystanki za metrem Marymont - uwaga - tramwajem 15 albo 17. Nie chciało nam się jechać. Naprawdę. Ale przyjechała 17 więc pojechałyśmy. I wtedy się zaczęło.
Bo w drodze powrotnej postanowiłyśmy nie jechać 15, tylko autobusem. No i masz... Piętnastka się zwiedziała i przekazała wiadomość do całego ztm.waw.pl.
Najpierw okazało się, że autobus 132 - prosto do domu - skręca w prawo a nie do nas, więc nie wsiadłyśmy w niego. Nie chciało nam się biec. Potem autobus, na który czekałyśmy spóźnił się 10 minut. Wtedy przejrzałyśmy chytry piętnastkowy plan zemsty. Kiedy szczęśliwe dotarłyśmy do domu, stwierdziłyśmy, że to już na pewno koniec. Ale nie. Nie ma lekko.
Już wydawało nam sie, że wszystko ok, bo nie uciekł nam tramwaj 28 do Agaty. Jednak okazało się, że ma on na wyposażeniu piętnastkowego żula oraz kanara.
Całe szczęście, że nie wracałyśmy środkami komunikacji miejskiej, bo mogło być kiepsko. Dzięki Ci Tomku!
Powiem szczerze, że tak pietnastkowego dnia nie miałam jeszcze odkąd przyjechałam do Warszawy.
Ciekawe co będzie teraz. Jedziemy na koncert:D

Niesie Cię pozytywna myśł, że nie jest źle...

Buziaki i w ogóle.
Magda.
Niech Żyją Juwenalia! Forza Juve!