czwartek, 6 listopada 2008

Ciekawostka przyrodnicza - choć równowaga zostaje zachowana.

Dziś popołudniu zdarzyło mi się dwa razy biec do tramwaju. Dwukrotnie motorniczy/a widział/a mnie jak biegnę. I dwukrotnie motorniczy/a odjechał/a. Jakież było moje nieukontentowanie w związku z tym... Jednakowoż dwukrotnie okazało się, iż wszystko to wyszło na moją korzyć. Dwukrotnie bowiem tuż za pierwszym tramwajem numer cztery podjechał kolejny tramwaj numer czetery. Ku mojemu ukontentowaniu - bardziej pusty i prawdopodobnie bardziej ciepły.
Zastanawiałam się jadąc drugim, ciepłym tramwajem, czy przypadkiem Luźna Czwórka nie jest czasem przeciwieństwem Ciasnej Piętnastki. Jednak ponieważ w naturze musi być równowaga - przegapiłam mój przystanek i musiałam maszerować na piechotę Puławską do domu. Smutek, albowiem temperatura w stolicy oscyluje wokół zera dziś wieczorem.

Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że czytałam w tramwaju bardzo ciekawą i wciągającą książkę, a wręcz jej szczególnie intrygujący moment z galopującą akcją. Dawno czegoś takiego nie przeżyłam.

Tęsknię za piętnastką. Może się z nią jutro zobaczę?

Wyjechana Magda.

poniedziałek, 27 października 2008

Przejażdżka Zabytkowym Toborem

Rzadko ostatnio jeżdżę tramwajami, ale dziś mi się zdarzyło i przykumałam taki oto rozkład:

Wiem że troszkę niewyraźne zdjęcie, ale aparat w komórce mam nie najlepszej jakości, a trzęsąca się ręka właściciela nie pomaga w utrzymaniu ostrości. Następnym razem postaram się zrobić ładniejszą fotkę.
W każdym razie chodzi o to, że można się w okresie wakacyjnym w weekendy przejechać zabytkowym tramwajem. Tramwaj linii 0 kursuje maksymalnie 3 razy w tygodniu w okresie od maja do września.
Niestety żeby przekonać się jak to atrakcja - wycieczka takim taborem - trzeba poczekać do następnego roku.
Ja już umieram z ciekawości, jak taki stary bolid wypada w porównaniu z naszą ukochaną piętnastką...

wtorek, 21 października 2008

elektryczność szanujemy i linie likwidujemy :)

Dobiegłam wczoraj na tramwaj!
[tu miejsce na fanfary i oklaski]
Nie było to taki proste i prawie sobie płuca wyplułam, ale przynajmniej potem bardzo dobrze mi się w tym tramwaju spało (choć w tym pewnie najbardziej pomogła mi ilość procentów we krwi). Miałam tylko mała pobudkę na Menelkach. Ktoś próbował mi wmówić że to mój przystanek i namawiała żebym z nim wysiadła. Nie wiem dokładnie o co kaman, bo spałam.
Dziś natomiast zdradziłam Piętnastkę na rzecz mojego Srebrnego Rycerza (kto zna ten wie) i nasuwa mi się tylko jedno pytanie: Kto, motyla noga, wymyślił korki, hę? Nienawidzę korków. Przejechanie pól kilometra zajęło mi 10 minut! A tramwaje śmigały. Ech, taka moja kara za niewierność.
Nieważne.
Tak naprawdę to chciałam napisać nocię o czymś innym a mianowicie o pewnym pomyśle KZK GOP.
Otóż postanowionozlikwidować linię 27. Odetnijmy się od Będzina, a co! Na Kazimierz też nikt przecież nie jeździ, nie? A ten tłum ledwo mieszczący się w bolidach to tylko jakaś zjawa czy imaginacja.
Ciekawe kiedy zlikwidują Piętnastkę...

niedziela, 19 października 2008

ROBOTY BLOGOWE

Chciałam zawiadomić, że udało mi się w końcu uzupełnić archiwum.
Może kiedyś zbierzemy się z Magdą w sobie i stworzymy tu też jakiś ładny lejałt. Dodamy linki i takie tam pierdoły.
W każdym razie zaczynamy się tu zadamawiać.
Mam nadzieję że już wkrótce będzie wszystko na swoim miejscu.

Pozdrawiam.
Marysia The Builder

wtorek, 14 października 2008

W taką ciszę - wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę!!

Otóż chciałam przekazać, że jeżdżę tramwajem do pracy. I mimo iż 5 minus 1 jest 4, to mój tramwaj numer cztery nie jest taki zły. Nawet jeśli jedzie pięćdziesiąt minut. Nawet jeśli dzwoni na wszystkich kierowców. Nawet jeśli czasem nie umie skręcić w lewo i bardzo często ma zjazd do zajezdni. I siedzenia tak blisko siebie, że sobie można narobić siniaków na kolanach.
Ale za to wszystko można sobie pooglądać ciekawe widoki jak panorama Wisły o wschodzie słońca i takie tam. Oraz uwaga, dziwne pomarańczowożółte tramwaje pomalowane w słoneczka, kwiatuszki i uśmiechy z napisem "SZYNY SZLIFUJEMY - CISZĘ SZANUJEMY!"
I kto mi powie, o co chodzi?

Magda, a co!

sobota, 30 sierpnia 2008

Zapowiedź.

Muszę Wam powiedzieć, że prawdopodobnie działalność Ciasnej Piętnastki się wzmoże. A to ze względu na to, że będę niedługo jeździć tramwajem do pracy - co to będzie? Zaczynam się już bać. Choć zawsze mogę się przesiąść na metro.
Jest tak wiele rzeczy, które miałyśmy Wam powiedzieć z Marysią, a które zaginęły w pomrokach dziejów...
Przykro nam. Drugim powodem jest to, że jadę do Sosnowca niedługo na chwilę, a poza tym - sesja poprawkowa i początek semestru zawsze były pretekstem do wzrostu częstotliwości dodawania notek na Piętnastce.

Zapowiadała Magda

sobota, 23 sierpnia 2008

A czasem bujam się po stolycy...

Byłam sobie ostatnio w Warszawie. Znaczy było to już prawie 3 tygodnie temu, ale wiecie jak to bywa z autorkami tegoż bloga i zabieraniem się za pisanie notek... szczególnie jeżeli nie dotyczą one bezpośrednio Piętnastki.
W każdym razie stołeczna komunikacja miejska też bardzo stara się dostarczyć mi pewnych rozrywek, więc na wzmiankę na blogu jak najbardziej zasługuje.
Zacznę może od pewnej historii sprzed prawie roku. Otóż była to jedna z mych pierwszych wizyt u Magdy w Warszafce. Niestety Magda pracowała i nie mogła mnie odebrać z dworca. W zamian dostałam bardzo szczegółowe instrukcje jak dostać się do jej biura. Począwszy od wyjścia z peronu, potem w prawo w lewo, w górę w dół, na tramwaj, przejść przez ulicę, autobus, w prawo, w prawo, w prawo, w dół, w bok, trzy podskoki i już. Mniej więcej tak to wyglądało. Z kartką w ręce i nie bez kłopotów jakoś udało mi się trafić. Miałam tylko jedno zastrzeżenie co do wskazówek – otóż przy wyjściu na przystanek tramwajowy trzeba było skręcić w lewo, a nie jak to sugerowała instrukcja – w prawo. No i okazało się, że zgubiłam się już na centralnym. Typowe. Poszłam nie tak jak Magda chciała mnie poprowadzić – galerią południową, lecz jakąś inną trasą i po prostu dostałam się na przystanek tramwajowy z innej strony. Najśmieszniejsze jest to że wszystkie inne zakręty się zgadzały :) No ale nie ważne – grunt że koniec końców do celu dotarłam. W każdym razie od tamtej pory jakoś zawsze chodzę „swoją trasą”.
Po tym przydługim wstępie przechodzimy do mej ostatniej wizyty w stolicy. Otóż całkiem przypadkiem udało mi się trafić na tą galerię południową i byłam z siebie bardzo dumna, że się na dworcu nie zgubiłam. Doszłam na przystanek tramwajowy i nawet od razu przyjechało 33. Timing idealny. Co prawda był to kurs do zajezdni, ale jakoś się nie przejęłam tym faktem. Jak się potem okazało niezbyt słusznie. Normalnie tramwaj ten za Arkadią skręca w lewo... tym razem nie skręcił. „Ojej, nie skręcił” - pomyślałam. „Ojej, nie skręcił” - usłyszałam zawołanie połowy pasażerów tramwaju.
Tak to już bywa jak się nie umie czytać. Albo, jak w moim przypadku, się umie, ale się nie wie gdzie jest zajezdnia.
Cóż było robić? Ruszyłam za tłumem. Zadzwoniłam jeszcze do Magdy, żeby wyszła mi na spotkanie, bo nie jestem do końca tam gdzie bym chciała. Generalnie poradziłabym sobie bez niej, bo tłum był bardzo dzielny i obeznany w topografii Żoliborza, ale wszak w dwójkę maszeruje się raźniej ;)
Przez kolejny tydzień nie miałam raczej żadnych większych przygód komunikacyjnych. Za to w urodziny dostałam takie oto życzenia:

Tu wielkie dzięki dla Szymona za ich przekazanie!

Swoją drogą można sobie wynająć taki warszawski tramwaj na urodziny czy wieczór panieński i zrobić w nim bibę... Może za rok się skuszę... kto wie?

A tymczasem pozdrawiam Was (jeszcze) wakacyjnie. Zdradzę Wam też, że od przyszłego tygodnia prawdopodobnie będę jeździć autobusami/tramwajami nieco częściej, więc można mieć nadzieję na większą częstotliwość notek.


Marysia