Chodzi o to, żeby tramwaje nie zatrzymywały się na światłach, a zwłaszcza na przystankach.
Głębokie, przemyślane, jakże sensowne. Ja tak sobie pomyślałam, że może będzie zatem jak w San Francisco - takie tramwaje otwarte, że można sobie wskakiwać i wyskakiwać w biegu na zakrętach. Na filmach zawsze wydawało mi się to fajne, a momentami romantyczne. Tylko co zrobić, jak akurat ma się siaty z zakupami, albo jest się siedemdziesięcioletnią staruszką? Albo jest minus dwadzieścia i śnieg do pasa? Przy ujemnych temperaturach tramwaje bez drzwi tracą na atrakcyjności.
Dowiedziałam się o tej wypowiedzi od znajomych. Szkoda, że nie słyszałam całości. Ale nic to, wypowiedzi rzeczników wszelkiej maści zwykle i tak pozostają bez pokrycia, więc póki co, jak sądzę, tramwaje będą nadal zatrzymywać się na przystankach, światłach, skrzyżowaniach, a także - jak to się zdarza najczęściej - bez jakiegokolwiek sensownego powodu na środku niczego. Ten ostatni to mój ulubiony wariant.
Mówiłam Ja - Magda. Już prawie zdrowa.